Rozmowa z Sylwią Bajek o wyprawie na Mount Everest

Przede wszystkim gratulujemy 8800 metrów i cieszymy się, że jesteś znów z nami. Studiujesz Architekturę wnętrz na krakowskiej ASP. Czy podczas wyprawy myślałaś o uczelni?
Bardzo dziękuję za gratulacje, ale przede wszystkim za entuzjastyczne wsparcie wyprawy! Przyznam, że dużo ono dla mnie znaczyło.
Zgadza się, mam przed sobą ostatni rok studiów magisterskich na wydziale Architektury Wnętrz. Wiele miesięcy przed wyprawą stanowi czas intensywnych przygotowań do wyprawy (treningi, organizacja środków finansowych, prelekcje i spotkania), z tego względu zdecydowałam się na urlop dziekański. Jednak zarówno przed wyprawą jak i w jej trakcie miałam kontakt ze swoim wydziałem, który wspierał mnie finansowo i mentalnie w Himalajach. W górach miałam ze sobą flagi Akademii z okazji 200-lecia roku akademickiego i flagę swojego wydziału zatem ASP towarzyszyła mi niemal na każdym kroku :)

 

ASP w_Krakowie_01

 

ASP w_Krakowie_02

 

Zacznijmy od początku. Co Cię skłoniło do takiej wyprawy?

Góry wysokie to pasja mojego chłopaka Szczepana Brzeskiego, który zaszczepił mi ją realizując swój projekt Górskiej Korony Ziemi (najwyższe szczyty wszystkich kontynentów). Od kilku wypraw jeździliśmy więc już w góry razem, bardzo dobrze się tam czując i dogadując. Górskie zmagania myślę, że bardzo ludzi łączą, podobnie jak inne aktywności, więc to dodatkowy plus takich wyjazdów w naszym wypadku. Szczyt Mount Everest miał być zakończeniem projektu Szczepana (zdobył już 8 z 9-ciu szczytów Korony), a ja w tej 'wisience' chciałam brać udział. Taką decyzję podjęłam 2 lata temu i od tego czasu mocno przygotowywałam się do tego wyzwania.

 

ASP w_Krakowie_03

 

ASP w_Krakowie_04

 

Czy przygotowywałaś się do niej jakoś specjalnie, kondycyjnie, rozpoznawczo?

Zdecydowanie tak, w kwietniu ubiegłego roku zrobiliśmy 'rozpoznanie terenu' w kierunku bazy pod Everestem (Everest BC), wspinając się na 6-cio tysięcznik Island Peak. 2 miesiące później wyruszyliśmy w 3-osobowym zespole na znacznie trudniejszą wyprawę na Denali na Alasce.
Poza wyjazdami w góry trenowałam intensywnie na różne sposoby, m.in. 2 razy w tygodniu w komorze hipoksyjnej imitującej warunki tlenowe jak na wysokości, był to głównie trening interwałowy na bieżni, wiosłach, air bike'u tyle, że z mniejszą zawartością tlenu w powietrzu. Poza tym głównie siłownia, bieganie, sekcja wspinaczkowa.

 

ASP w_Krakowie_05

 

ASP w_Krakowie_06

 

44 dni wspinaczki, - 30 st. C, do tego wiatr i co jeszcze? Jakie jeszcze przeciwności zsyła wspinaczowi natura?

44 dni to ogólna długość naszej wyprawy licząc od wylądowania w Lukli, gdzie zaczął się 8-dniowy treking do Everest Base Camp, później kilkudniowy pobyt w obozie, aklimatyzacja przebiegająca przez owiany sławą (a może sławetny, ze względu na liczne wypadki) Icefall (Lodospad Khumbu) i obozy I, II, III, po której wracaliśmy do formy w niższych partiach gór, następnie powrót do BC, kolejne przez Icefall do wyższych obozów, atak szczytowy, powrót do BC i wylot z Lukli. Podczas tak długiego przebywania na znacznej wysokości, w tak zróżnicowanych warunkach i z taką ilością zmiennych naprawdę wiele rzeczy może się wydarzyć. Jedną z większych trudności jest trudność przewidzenia wszystkich możliwości z pogodą włącznie. W tym roku na Mount Everest nie było wyraźnego okna pogodowego, wszyscy wspinacze ruszali kiedy pogoda była 'jako taka'. Myślę jednak, że największym wyzwaniem takiej wyprawy pod kątem 'natury' jest wysokość. Zdolności adaptacyjne do wysokości są podyktowane nie tylko odpowiednim tempem wchodzenia do góry i właściwym przebiegiem aklimatyzacji, ale przede wszystkim indywidualną zdolnością organizmu. Ja czułam się powyżej BC bardzo dobrze, ale różnie z tym bywa u wspinaczy.

 

ASP w_Krakowie_07

 

ASP w_Krakowie_08

 

I wreszcie zobaczyłaś szczyt. Byłaś, można powiedzieć, na wyciągniecie ręki. Co się wtedy czuje?

Ten moment wyobrażałam sobie wiele razy wcześniej i próbowałam sobie wytłumaczyć, że czas na pełną radość pozostawię na moment zejścia do obozu - i to nie IV, z którego się wyrusza na atak szczytowy, ale tego bazowego. A to dlatego, że euforia, rozluźnienie i brak skupienia na zejściu w górach to nie najlepsze połączenie. Kiedy mieliśmy szczyt w odległości zaledwie 50m przewyższenia byłam wciąż mocno skupiona na celu i w pełni sił. Zrobiło się naprawdę pięknie bo po całej nocy drogi w mocnym wietrze i mrozie, od kilku godzin świeciło słońce i mieliśmy świetną widoczność. Widok Stopnia Hilarego i świadomość, że szczyt już 'za rogiem' jest czymś niesamowitym i jakby nierzeczywistym.

 

ASP w_Krakowie_09

 

ASP w_Krakowie_10

 

Niestety z przyczyn od Ciebie niezależnych musiałaś przerwać wspinaczkę. Czy to była bardzo trudna decyzja?

Zgadza się, 50 m poniżej szczytu okazało się, że pełnych butli z tlenem, które mieliśmy wymienić w okolicy szczytu, nie ma. A dokładniej, że nasz szerpa (doświadczony przewodnik nepalski) ich dla nas nie wziął, choć to należało do jego podstawowego obowiązku. Prawdopodobnie powodem był brak wystarczającej ilości butli naszej agencji po wejściach innych uczestników wyprawy; podobnych sytuacji tego dnia było więcej. Na wys. 8800 m mieliśmy w butlach minimalny zapas, który pozwalał na szybkie zejście do tzw. Balkonu (ok. 8300) na małym przepływie tlenu. Choć próbowaliśmy wymyślać różne rozwiązania aby ukończyć wspinaczkę, to żadne nie było realne. Myślę, że do decyzja o powrocie zarówno w moim przypadku jak i Szczepana wynikała z obawy o drugą osobą i była zarówno trudna jak i łatwa. Gdybyśmy byli tam osobno, kto wie czy nie zdecydowalibyśmy się zaryzykować wejścia na szczyt. Wspinaczka we dwoje w naszym wypadku jest zdecydowanie bezpieczniejszym rozwiązaniem.

 

ASP w_Krakowie_11

 

ASP w_Krakowie_12

 

Czy podejmiesz kolejny raz wyzwanie i wyruszysz na Mount Everest?

Na razie o tym nie myślę, chociaż wydaje mi się, że moja droga została przebyta. Myślę o drodze w sensie bardziej przenośnym, bo w ciągu tej wyprawy i wielu miesięcy wcześniej, kiedy się do niej przygotowywałam naprawdę WIELE się nauczyłam i dowiedziałam o sobie i swoich możliwościach, a nie ma nic cenniejszego! :)

 

ASP w_Krakowie_13

 

ASP w_Krakowie_14

 

Jakie masz najbliższe plany związane z Twoją wspinaczkową pasją?

Póki co nic konkretnego nie zaplanowałam, choć szczerze mówiąc złapałam 8-mio tysięcznego bakcyla, także nie wykluczam innych wysokich gór w przyszłości.

 

ASP w_Krakowie_15

 

pikto bajek_wywiad



Wpisany przez Monika Żarnowska 19.06.2017r. Ostatnia zmiana 19.06.2017r.

Strona internetowa Akademii Sztuk Pięknych im. Jana Matejki w Krakowie stosuje pliki cookies tzw. ciasteczka, są one konieczne do prawidłowego jej działania.
Kliknij zgadzam się, aby niniejsza informacja się nie pojawiała.

Copyright 2011 Akademia Sztuk Pięknych w Krakowie | pl. Jana Matejki 13, 31-157 Kraków | [+48 12] 299 20 00 | Ten adres email jest ukrywany przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć